Wpisy
Pamiętam jak przyjmował się do pracy. Średniego wzrostu blondynek. Cichy, spokojny, uśmiechnięty. Wyraził chęć pracy w SB, tam miał zamiar zrobić karierę Potrzebowali, więc przyjęli. Szybko znalazł wspólny język z kolegami.Do Legionowa,trzy letniej szkoły, pojechał po 5 miesiącach.Pierwszą przepustkę otrzymał po miesiącu. Oczywiście, że odwiedził kumpli. Była wódka, były śmiechy i było jedno, niepotrzebnie wypowiedziane, zdanie: - Jak żona radzi sobie bez ciebie ? - Ktoś inny uśmiechnął się przy tym. Pozostali nie zwrócili na to uwagi. Ot, pytanie zatroskanego. Nie było odpowiedzi. Był błysk w oku. Po powrocie z balangi uderzył pierwszy raz. Z każdym przyjazdem na przepustkę bił coraz mocniej i częściej. Gdy był na trzecim roku, przyjechał na dwutygodniowe wakacje. Cały czas siedział w domu. Nawet kolegów nie odwiedził. Zadzwonił tylko, że urlop się skończył i wraca do Legionowa. Następnego dnia przedzwonił na Milicję jego 13-letni syn. Powiedział: -Mama nie żyje. Powiesiła się w piwnicy- Oczywiście, ustalano przyczynę samobójstwa i nic konkretnego nie ustalono, tym bardziej, że nie zostawiła żadnego listu. Nie chciała żyć więc odeszła. Jak w życiu. Faktem jest, że syn mówił, że ojciec znęcał się nad mamą ale cóż tam kilkunastoletni gówniarz może wiedzieć o życiu. Nie byłem na pogrzebie. Z tego co wiem, wdowiec bardzo rozpaczał. Po załatwieniu spraw rodzinnych wyjechał do Legionowa. Po trzech miesiącach powiadomiono go, że w miejscu gdzie znaleziono zwłoki żony, powiesił się 13-letni syn.Przyczyny nie ustalono. Był to okres przełomu, weryfikacji w służbach mundurowych i wycinania niewygodnych. Jego wycięto jako niezweryfikowanego-niewygodnego. Nie widuję go. Podobno wyjechał do Niemiec i tam założył rodzinę. Nie ma się co dziwić, był kawalerem bez zobowiązań.
Około23 telefon dyżurnego: -Jedz do szpitala,mają tam trampolinowego skoczka . Z mostu drogowego skoczył do Odry jakiś gnojek. Pogadaj z nim. Może ktoś go wypchnął, zmusił do skoku. Nigdy nic nie wiadomo. -Panikujesz. Lato jest, chciał sobie popływać - mówię. Radiowóz czekał.Trasa z komendy do szpitala to trzy minuty jazdy. Witam się z lekarzem, który mówi, że nie może z (jak to określił) pacjentem nawiązać kontaktu. Pytam w którym pokoju pacjent leży .Okazało się, że leży w izolatce czyli na korytarzu. W tamtych czasach korytarz to najbardziej popularna izolatka. Szukam wzrokiem... Jest. Leży z zamkniętymi oczami, ręka spoczywa na czole, policzki rumiane czyli krążenie jest. W końcu człowiek szkolił się z udzielania pierwszej pomocy i potrafi rozpoznać czy pacjent żyje czy odpłynął. Ten zakończył pływanie. Odpoczywał. Siadłem na taborecie, spojrzałem na chłopaka,mówię: -Cześć. Zdjął rękę z czoła,spojrzał: -Cześć- odpowiedział. Nie widział lekarza stojącego za nim, który zaczął się śmiać. Widocznie cieszył się, że nawiązano z pacjentem kontakt. Zaraz też poszedł do siebie. -Co ty odpierdalasz? -pytam. Teraz pacjent zaczął się śmiać. Nooo,pomyślałem, skoro jest tak wesoło to wszystko pójdzie dobrze. -Co się stało,dlaczego pływałeś w ubraniu? - pytam. - Dziewczyna mnie rzuciła.Nie mogłem sobie z tym poradzić. Miałem wszystkiego dość. Skoczyłem - odpowiedział załamany. -Wiesz co? Miała rację, że cię pogoniła. Ty się nawet utopić nie potrafisz. Takiego łamagę trzymać w domu to tragedia. Opowiadali mi, kłamałem, jak szybko do brzegu płynąłeś. Szybciej kraulowałeś niż z mostu leciałeś. Przestań z siebie nieszczęśnika robić. Idź do domu, zmień ciuchy na suche i leć na jakiś five. Sobota jest, grają. Dziewczyny chcą tańczyć, chłopaków poznawać a ty na korytarzu szpitalnym leżysz i innym czas zajmujesz. -Chyba ma pan rację - stwierdza. - Nie chyba a na pewno. Spadaj i to już. Tylko lekarza przeproś i pielęgniarkę, która przy tobie skakała. Jeszcze jedno. Nie chce cię tutaj więcej widzieć. Jeżeli jeszcze raz odwalisz taki numer, utopie w misce wody. Gdybym miał skakać do wody po każdej dziewczynie, która mnie pogoniła, byłbym mistrzem olimpijskim w pływaniu. Wiesz co? Cieszę się, że nim nie zostałem. Będziesz rozsądny, też się będziesz cieszyć. -Proszę pana. Mogę zaprosić pana na lampkę wina? -Nie możesz. Mało się płynu nałykałeś? Uciekaj na zabawę. Widuję chłopaka czasami. Teraz to dorosły mężczyzna. Ma bardzo ładną żonę. Udajemy,że się nie znamy.
Wiem. Dzisiaj o takich jak ja mówi się z najwyższym obrzydzeniem.
Mordercy, złodzieje, łapówkarze... i jeszcze jacyś tam.
Mnie to nie wzrusza, sumienie mam czyste. Umrę w spokoju z uśmiechem na ustach
i zdrowo. Nic innego nie jest mi do końcowego szczęścia potrzebne
Mimo siwych włosów, komputer, internet, nie jest dla mnie czarną
magią. Pomyślałem sobie, że jeżeli jest tak dobrze, może być jeszcze
gorzej i warto zacząć wspominać. Staram się maksymalnie oddać
ówczesne odczucia, przemyślenia, stan ducha. Jestem człowiekiem
wesołym
więc spotkacie tutaj dużo humoru. A potem...Potem powiecie: KURDE, NIEWIARYGODNE. Piszę dla siebie. Jeżeli ktoś przeczyta potem zaklnie, uśmiechnie się, nie będzie źle. Będzie mi miło.
Nygus pierwszej wody. Robił wówczas, gdy musiał. Tym razem CHCIAŁ. Przyszła wieczorem. Zapłakana, jak wszystkie. On, kawalarz, dziwak, a do tego przystojniak, spojrzał na nią i powiedział : Jak ty wyglądasz,dziewczyno ??????? Weź grzebień, uczesz się, wytrzyj łzy, potem porozmawiamy. Przeprosił i wyszedł do kolegi po papierosa. Gdy wrócił, zdębiał. Przed nim siedziała piękna dziewczyna. Laleczka wprost. Opowiedziała, co ją spotkało. Zrobił wszystko, aby złapać gwałciciela. Niestety, nie dało rady. To wrzód na jego dupie. Podobno szuka do dzisiaj.Społecznie, fakt, ale szuka. Czy znajdzie, nie wiem. Najważniejsze w tym wszystkim jest to, że po trzech miesiącach od pierwszego spotkania pobrali się. Mają jedno dziecko. Gdyby tak dobrze policzył... Są szczęśliwym małżeństwem.
Jak zwykle, zaczęło się od krzyku. : Zgwałcił, zgwałcił.... Przy tym płacz, łzy jak grochy, rozmazany makijaż. Nie znam się na tym, ale wyraźnie widać, że oczy podmalowane ołówkiem kopiowym. Proszę aby usiadła. Uspokajam, częstuję sportem / to papieros, bardzo popularny w tamtych czasach. Były poznańskie i radomskie, znacznie lepsze. Podobno dodawano do nich tytoń. Poznańskie robiono wyłącznie ze słomy /.Częstuje się. Przypalam, lekki sztach, kaszelek. Jest dobrze.Spojrzałem kontem oka. Lekko przytłuszczona 25 -latka. Proszę aby opowiedziała co i jak. Konduktorka autobusowa.Pracę zakończyła o 23.20. Rozliczyła bilety, a z uwagi na zbyt późną porę poszła na taxi. Mieszkała w hotelu robotniczym. Wsiada do taxi, za nią NN facet. Kierowca rusza pod wskazany przez nią adres. Nie rozumiem, pytam o faceta. Dlaczego wsiadł, dlaczego nie protestowała, co taksiarz na to. Nic, żadnej reakcji. Wsiadł i tyle. Taryfa zatrzymuje się przed hotelem. Płaci kasę, wysiada, a za nią NN facet. Przed wejściem do hotelu rzuca się na nią, wciąga do piwnicy, gwałci. Bała się okropnie, nie miała sił krzyczeć. Nawet dziecko wie, że dziewczę opowiada bzdury. Ale cóż,czynności muszę wykonać. Wołam do pomocy technika. Zdarzenie miało miejsce blisko Komendy. Idziemy piechotą. Wchodzimy do piwnicy. Nie ma światła. Dobrze, że wziąłem latarkę. Dziewczyna pierwsza, ja za nią.Cały czas podświetlam korytarz. Nagle co to... Majtki na ziemi. To tutaj, stwierdzam. Potakuje głową. Pani majtki ? Zaprzecza. A czyje ? - nie daję za wygraną. Upiera się, że nie jej. Nie mogę udowodnić, że jej, bo jak ? Przecież nie rozbiorę, aby sprawdzić. Kolega się wściekł. Śpiący był, dlatego. Mnie zaczyna wszystko bawić.Ostrzegam ją, że źle skończy kłamiąc. Mówię, że nie było gwałtu, że wie z kim poszła do piwnicy. Upiera się. Nie mam wyjścia, muszę szukać sprawcy. Wiem co się stało, wiem kto poszkodowany, nie wiem kto nabroił. Pierwszy, o którym pomyślałem, to kierowca autobusu, z którym kończyła pracę. Nie znała jego nazwiska, imienia gdyż krótko pracowała. Wykonałem telefon do dyspozytora i wszystko wiedziałem. Godzina 1 z groszami, pukamy do faceta, nawiasem mówiąc, starego kawalera. Właśnie się wykąpał. Był w szlafroku. Proszę, aby się ubrał. Mówię, że mam do wyjaśnienia pewną sprawę. Był "podcięty". Jedziemy na pogotowie pobrać krew. Tam się postawił, zaczął walczyć, nie chciał oddać krwi. Lekarz bał się, że złamie igłę. Odmówił pobrania. W Komendzie mówię dlaczego ze mną przyjechał. Pytam, czy mu nie wstyd krzywdzić koleżankę z pracy. - Tak myślałem, że o to chodzi. Trzeba było od razu, a nie ciągać mnie po szpitalach - mówi. Panie, powiem szczerze jak było. - Słucham z zainteresowaniem. - Koniec pracy.Rozliczyliśmy kursy. Ona u nas nowa. Pomyślałem , że może się uda.Zaproponowałem nieśmiało, że może gdzieś pójdziemy. Zgodziła się ochoczo, proponując pokój w hotelu, gdzie mieszka. Moje koszta, to zapłata w kwocie 100 zł. Poszliśmy na postój taxi. Zamówiła kurs i pojechaliśmy. Przed wejściem do hotelu powiedziała, że do pokoju nie pójdziemy, gdyż mieszka z koleżanką. Zaproponowała piwnicę. Zgodziłem się. Po wszystkim przypomniała mi o zapłacie. Wie pan, zdenerwowała mnie tym. Jak mogła ? Powiedziałem, że jeżeli jeszcze raz wspomni o pieniądzach, spiorę ją. Uciekła. Myślałem, że udała się do pokoju, a ona pobiegła do was. Zapytałem o majtki. Potwierdził, że jej, sam zdejmował. Zapomniała założyć przed ucieczką. Udałem się do pokoju, w którym czekała. Powiedziałem jak było pytając, czy dalej podtrzymuje zgłoszenie o gwałcie. Wycofała wszystko. Stwierdziła tylko, że żal jej 100 zł, które obiecał. Brak wypłaty był powodem zgłoszenia "gwałtu". Następnego dnia zwolniła się z PKS-u. Wiedziała, że nie ma tam dla niej miejsca. Nie wiem gdzie wyjechała. Nie szukałem.
Widywałem ją często, często też oglądałem się za nią . Mam gust, wiedziałem co robię .Była ładna, zgrabna i bogata . Znaczy, nie ona bogata tylko tatuś,ale...Wiedziałem, że nie mam szans lecz oglądać się mogłem. Tyle mojego. Pamiętam, spojrzała na mnie jeden jedyny raz. Nie potrafię określić tego spojrzenia. Myślę, że była bardziej zdumiona niż zachwycona. Co ja tutaj na jej temat. ma być o gwałtach. Godzina 16. Siedzę za biurkiem, kawa ARABICA w filiżance z metalową obudową, TRYBUNA LUDU w dłoniach, czekam na wydarzenia.Nie czekam długo.Potężny krzyk na korytarzu. Podskakuję na krześle. Co jest ??? MILICJA!!!.MILICJA!!!, łapcie tego sk...syna. ZABIJĘ!!! NIE PODARUJĘ, MILICJA!!! - Wyskakuję jak oparzony. Zamurowało mnie.To niemożliwe.ONA. Szlochająca, w objęciach oszalałego tatusia. Uspokajam gościa. -Panie, tu nie rykowisko. Co się stało ??? -Córkę mi zgwałcił, sku...syn. Zabiję Obiecuję, że pomogę -Panią skrzywdzono ?- pytam. Potwierdza łkając. Miała wówczas 19 lat. Była ładna, nawet bardzo ładna. Łzy dodawały jej uroku .Pytam dziewczę co się stało. Ona nic tylko płacze. Odpowiada tatuś. Co trzecie słowo, że zabije .W końcu wnerwiło mnie to. Zapytałem kogo gwałcili, jego czy córkę. Wyprosiłem na korytarz.. Zostałem z nią sam na sam. No nie, do dzisiaj pamiętam jej wzrok.Zazdrościłem gwałcicielowi, naprawdę zazdrościłem.Dzisiaj już nie, ale wówczas... Zaczęła opowiadać: -Do tatusia przyjechał pan mecenas.Omawiali jakąś sprawę. Wypili trochę wódki. Tatuś nie mógł odwieźć gościa na dworzec PKP. Poprosił abym odprowadziła. Mieliśmy do przejścia odcinek 500 m prowadzący przez niezagospodarowany park. Tam rzucił się na mnie i zgwałcił. Broniłam się rozpaczliwie, ale nie miałam siły-. Opowiedziała wszystko dokładnie. Była wiarygodna. Szybko ustaliłem dane pana mecenasa. Mieszkał 60km od miejsca zdarzenia. Na dworcu PKP w G. już go nie było. Siedział w pociągu zadowolony z życia Wracał do domu. Nie wiedział co go czeka.Był bardzo zdziwiony, gdy po wyjściu z pociągu założono mu kajdanki i poproszono do radiowozu. Jechał z powrotem. Czekałem.Nie będę ukrywał, wiedziałem, że dostanie "popalić". Skrzywdził moją ślicznotę. Gdy wprowadzono mecenasa do pokoju, zdębiałem. Szok... karakan, przykurcz taki, 160 cm.wzrostu, waga około 48 kg.Taki dobrze wypasiony kogut. Przestraszony, nie wie o co chodzi. Proszę aby usiadł. Mówię dlaczego wrócił. Jest zdumiony, wszystkiemu zaprzecza, zaklina na wszystkie świętości. Potwierdza, że się z dziewczyną kochał, ale nie gwałcił. Nie daję za wygraną. "Walczę" z nim ponad dwie godziny. Nie przyznaje się do niczego. Wychodzę do pokoju gdzie kolega spisuje zeznania mojego bóstwa. Dalej zanosi się płaczem. Mówię, że mecenas idzie w zaparte Jest oburzona. Cham-mówi.Potwierdzam nieśmiało. W tym momencie zwątpiłem. Nie wiem dlaczego, ale zwątpiłem. Wołam kolegę: -Stary, coś nie tak. Dziewczyna o głowę wyższa od wstawionego apsztyfikanta. Mogła go zabić, gdyby chciała. Może nie chciała ?-pyta. Dobra, wezmę się za nią.-odpowiada. Zaczyna się bal. "Obrabiam" mecenasa, wmawiając dokonanie gwałtu. Kolega - moje bóstwo wmawiając, że kłamie. Mecenas płacze. Ona jeszcze bardziej. Pozostają przy swoim. Koniec na dzisiaj. Facet na dół, do piwnicy, poszkodowana do domu. Umawiamy się na jutro. Jak to ładnie brzmi; UMAWIAMY SIĘ. Rano odnowa Polska Ludowa...Ona swoje, on także. Decyzja, aby jechać z nim do prokuratora. Dostaje trzy miesiące aresztu. Idzie na dół. Nie muszę się spieszyć. Mam czas. Porozmawiam z nią. Nie wie o areszcie, dalej potwierdza swoje zeznania. Nie chce nic zmieniać. Zgwałcił i już, cham jeden. Po trzech godzinach rozmowy mówię : -"Wiesz, że jest żonaty, nie ? -Wiesz, że ma dzieci, nie? -Wiesz, że przesrał sobie życie, nie? -No jak, wiesz? -Wiem, ale to jego wina. -Posłuchaj teraz. Za chwilę dzwonię do jego żony i powiem co się stało Musze to zrobić, przecież od wczoraj nie ma go w domu. Nie może się niepokoić. Niech wie jakiego spryciule ma pod dachem. Przed momentem przywieźli go z prokuratury. Dostał trzy miesiące aresztu. Jeżeli będziesz się upierała, pójdziesz za nim.Czas żartów i bara bara się skończył! Ostatnie słowa wykrzyczałem. Cały czas patrzyłem jej w oczy.Nie wytrzymała ciśnienia.Zaczęła potwornie szlochać -Co, żal ci chama? Nie płacz, przecież cię zgwałcił, ślicznotko- Kpiłem z niej -Dobrze, powiem jak było - No i zaczęła swoją opowieść. Była krótka. Gdy szli przez park, pomyślała, że czas dowiedzieć się jak to jest.Położyła głowę na jego ramieniu. Pamięta, że był tym zdumiony. Po sekundzie odezwał się w nim lew. Wspiął się na palcach... Gdy wróciła do domu, przestraszyła się mamy. Nie potrafi powiedzieć dlaczego.Przestraszyła i koniec. Zaczęła od płaczu. Na pytanie o powód, opowiedziała o "gwałcie". Ojciec się wściekł, postanowił zabić. POTEM ZREZYGNOWAŁ .Mecenas rozwiódł się z żoną. Ją widuję czasami. Dalej ładna...