Samobójstwa. Gwałty. Gwałty ?

Wpisy

  • poniedziałek, 23 kwietnia 2012
    • Pamiętam jak...

      Pamiętam jak przyjmował się do pracy. Średniego wzrostu blondynek. Cichy, spokojny, uśmiechnięty. Wyraził chęć pracy w SB, tam miał zamiar zrobić karierę Potrzebowali, więc przyjęli. Szybko znalazł wspólny język z kolegami.Do Legionowa,trzy letniej szkoły, pojechał po 5 miesiącach.Pierwszą przepustkę otrzymał po miesiącu. Oczywiście, że odwiedził kumpli. Była wódka, były śmiechy i było jedno, niepotrzebnie wypowiedziane, zdanie:  - Jak żona radzi sobie bez ciebie ? -    Ktoś inny uśmiechnął się przy tym. Pozostali nie zwrócili na to uwagi. Ot, pytanie zatroskanego.  Nie było odpowiedzi. Był błysk w oku. Po powrocie z balangi uderzył pierwszy raz. Z każdym przyjazdem na przepustkę bił coraz mocniej i częściej. Gdy był na trzecim roku, przyjechał na dwutygodniowe wakacje. Cały czas siedział w domu. Nawet kolegów nie odwiedził. Zadzwonił tylko, że urlop się skończył i wraca do Legionowa. Następnego dnia przedzwonił na Milicję jego 13-letni syn. Powiedział: -Mama nie żyje. Powiesiła się w piwnicy-  Oczywiście, ustalano przyczynę samobójstwa i nic konkretnego nie ustalono, tym bardziej, że nie zostawiła żadnego listu. Nie chciała żyć więc odeszła. Jak w życiu. Faktem jest, że syn mówił, że ojciec znęcał się nad mamą ale cóż tam kilkunastoletni gówniarz może wiedzieć o życiu. Nie byłem na pogrzebie. Z tego co wiem, wdowiec bardzo rozpaczał. Po załatwieniu spraw rodzinnych wyjechał do Legionowa. Po trzech miesiącach powiadomiono go, że w miejscu gdzie znaleziono zwłoki żony, powiesił się 13-letni syn.Przyczyny nie ustalono. Był to okres przełomu, weryfikacji w służbach mundurowych i wycinania niewygodnych. Jego wycięto jako niezweryfikowanego-niewygodnego. Nie widuję go. Podobno wyjechał do Niemiec i tam założył rodzinę. Nie ma się co dziwić, był kawalerem bez zobowiązań.

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      kirsti4
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 23 kwietnia 2012 12:25
  • środa, 18 stycznia 2012
    • Niedoszły

      Około23 telefon dyżurnego: -Jedz do szpitala,mają tam trampolinowego skoczka .       Z  mostu drogowego skoczył do Odry jakiś gnojek. Pogadaj z nim. Może ktoś go wypchnął, zmusił do skoku. Nigdy nic nie wiadomo.  -Panikujesz. Lato jest, chciał sobie popływać - mówię.  Radiowóz czekał.Trasa z komendy do szpitala to trzy minuty jazdy. Witam się z lekarzem, który mówi, że nie może z (jak to określił) pacjentem nawiązać kontaktu. Pytam w którym pokoju pacjent leży .Okazało się, że leży w izolatce czyli na korytarzu. W tamtych czasach korytarz to najbardziej popularna izolatka. Szukam wzrokiem... Jest. Leży z zamkniętymi oczami, ręka spoczywa na czole, policzki rumiane czyli krążenie jest. W końcu człowiek szkolił się z udzielania pierwszej pomocy i potrafi rozpoznać czy pacjent żyje czy odpłynął. Ten zakończył pływanie. Odpoczywał. Siadłem na taborecie, spojrzałem na chłopaka,mówię: -Cześć.   Zdjął rękę z czoła,spojrzał: -Cześć- odpowiedział.  Nie widział lekarza stojącego za nim, który zaczął się śmiać. Widocznie cieszył się, że nawiązano z pacjentem kontakt. Zaraz też poszedł do siebie. -Co ty odpierdalasz? -pytam. Teraz pacjent zaczął się śmiać. Nooo,pomyślałem, skoro jest tak wesoło to wszystko pójdzie dobrze. -Co się stało,dlaczego pływałeś w ubraniu? - pytam. - Dziewczyna mnie rzuciła.Nie mogłem sobie z tym poradzić. Miałem wszystkiego dość. Skoczyłem - odpowiedział załamany. -Wiesz co? Miała rację, że cię pogoniła. Ty się nawet utopić nie potrafisz. Takiego łamagę trzymać w domu to tragedia. Opowiadali mi, kłamałem, jak szybko do brzegu płynąłeś. Szybciej kraulowałeś niż z mostu leciałeś. Przestań z siebie nieszczęśnika robić. Idź do domu, zmień ciuchy na suche i leć na jakiś five. Sobota jest, grają. Dziewczyny chcą tańczyć, chłopaków poznawać a ty na korytarzu szpitalnym leżysz i innym czas zajmujesz.  -Chyba ma pan rację - stwierdza. - Nie chyba a na pewno. Spadaj i to już. Tylko lekarza przeproś i pielęgniarkę, która przy tobie skakała. Jeszcze jedno. Nie chce cię tutaj więcej widzieć. Jeżeli jeszcze raz odwalisz taki numer, utopie w misce wody. Gdybym miał skakać do wody po każdej dziewczynie, która mnie pogoniła,  byłbym mistrzem olimpijskim w pływaniu. Wiesz co? Cieszę się, że nim nie zostałem. Będziesz rozsądny, też się będziesz cieszyć.               -Proszę pana. Mogę zaprosić pana na lampkę wina? -Nie  możesz. Mało się płynu nałykałeś? Uciekaj na zabawę. Widuję chłopaka czasami. Teraz to dorosły mężczyzna. Ma bardzo ładną żonę. Udajemy,że się nie znamy.

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Niedoszły”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      kirsti4
      Czas publikacji:
      środa, 18 stycznia 2012 13:11
  • poniedziałek, 22 sierpnia 2011
    • BYŁEM GLINIARZEM

      Wiem. Dzisiaj o takich jak ja mówi się z najwyższym obrzydzeniem.
      Mordercy, złodzieje, łapówkarze... i jeszcze jacyś tam.
      Mnie to nie wzrusza, sumienie mam czyste. Umrę w spokoju    z uśmiechem na ustach i zdrowo. Nic innego nie jest mi do końcowego szczęścia potrzebne Mimo siwych włosów, komputer, internet,  nie jest dla  mnie czarną magią.  Pomyślałem sobie, że jeżeli jest tak  dobrze, może być jeszcze  gorzej  i warto  zacząć  wspominać. Staram się maksymalnie oddać ówczesne  odczucia,  przemyślenia, stan ducha.  Jestem  człowiekiem wesołym więc  spotkacie  tutaj dużo humoru.  A potem...Potem powiecie:
      KURDE,  NIEWIARYGODNE.
      Piszę dla siebie.  Jeżeli ktoś przeczyta  potem zaklnie,  uśmiechnie się, nie będzie źle. Będzie mi miło.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „BYŁEM GLINIARZEM”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      kirsti4
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 22 sierpnia 2011 23:32
    • Próba samobójcza

      Miałem wówczas 10 - 12 lat.
      Podczas kolacji ojciec opowiadał o sąsiedzie, który odebrał sobie życie. Opowiadał o nietypowym sposobie samobójstwa. Facet klęczał za krzesłem z którym połączony był  sznurem. Nie żył. Ojciec wbiegł do jego mieszkania na wrzeszczące wezwanie żony wisielca. Próbował go reanimować, ale nic z tego nie wyszło. Odpłynął za krzesłem.
      Coś mi tutaj nie pasowało. Nie mogłem zrozumieć jak można w taki sposób  odebrać sobie życie. Najbardziej intrygowało mnie stojące krzesło. Byłem na bank pewny, że przy szarpnięciu krzesło powinno się przewrócić, tym samym uniemożliwić skuteczne zaciśnięcie pętli. Powiedziałem ojcu o swoich wątpliwościach. Zareagował impulsywnie, nakrzyczał na mnie. Myślę, że było mu wstyd, iż przy mnie, gówniarzu, opowiadał matce o tak nietypowym zdarzeniu. Nie zniechęciło mnie to jednak od przeprowadzenia doświadczenia. Poszedłem do drugiego pokoju. Wziąłem krzesło, nitkę, którą matka używała do cerowania skarpet. Powoli, dokładnie, przygotowałem pętlę, którą zarzuciłem na szyję a koniec nitki przywiązałem do oparcia krzesła. Byłem przygotowany do doświadczenia.
      Nie bałem się niczego. Wiedziałem, że nitka zerwie się po gwałtownym pociągnięciu. Pochyliłem się mocno ....szarpnąłem. Poczułem ogromny ból. Zrobiło mi się ciemno w oczach, mokro w gaciach. To już koniec, pomyślałem. Byłem pewien, że się powiesiłem. Zastanawiałem się tylko, dlaczego boli mnie dupa a nie szyja. Przecież powinno być odwrotnie. Postanowiłem walczyć o życie. Chciałem koniecznie żyć. Ogromną siłą woli
      otworzyłem oczy. Za mną stał ojciec z paskiem w dłoni. Ból siedzenia był tak duży, że zacząłem biegać w koło stołu. Nie wiem ile kółek zrobiłem. Pamiętam łzy, które leciały mi     z  oczu i słowa ojca: SYNU, NIE RÓB TEGO WIĘCEJ !!!!
      Zapamiętałem te słowa. Więcej głupich doświadczeń nie robię.
      - Czy wracam do tego zdarzenia w rozmowie z ojcem?
      - Kiedyś tak, śmialiśmy się z tego wiele razy. Mówił, że w uderzenie paskiem włożył wszystkie siły.Dzisiaj nie rozmawiamy w ogóle.. Ojciec nie żyje od kilku lat. Powiesił się na sznurze zrobionym ze słomy.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Próba samobójcza”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      kirsti4
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 22 sierpnia 2011 23:27
  • środa, 27 lipca 2011
    • Maturzyści

      Pasowali do siebie. Ona spokojna, cicha, nieśmiała, ładna. Wzorowa uczennica. Mama sprzątała w  jednym z przedszkoli, oraz dorywczo u osób prywatnych. Sprzątała także mieszkanie jego rodziców. Ojciec nie żył od ładnych paru lat.
      On, typ raptusa, spontaniczny, wesoły, wszędzie go było pełno. Dobry uczeń. Mama na utrzymaniu męża. Ojciec, pieprzony kierownik jednego z wydziałów Urzędu Miasta, grajdołu kilkunastotysięcznego. Typ szlachcica, który pana Boga za łokieć trzymał. Tak przynajmniej się zachowywał.Cztery litery nosił wyżej  głowy. Znajomych wybierał, z plebsem się nie bratał. Mamusia szybko dostosowała się do tych warunków. Kiedyś bolała ją głowa, gdy mąż został kierownikiem, miała wyłącznie migrenę. Aby pokazać tym z nizin społecznych jak szlachta żyje, na przedpłaty kupili Fiata 126p. Słynna scena, wspominana do dzisiaj, to kupno kilograma kaszanki i kiełbasy zwyczajnej. Pod sklep podjechali "maluchem". On pilnował autka, ona poszła robić zakupy. Ekspedientka pyta: Zapakować ?
      - Nie, jestem samochodem.
      Syn posiadał prawo jazdy. Co jakiś czas ojciec wyrażał zgodę i pozwalał na krótkie przejażdżki. Nigdy nie mówił gdzie jedzie. Jeżeli musiał, kłamał. Nie chciał aby rodzice wiedzieli z kim się spotyka, kogo kocha. Wiedział, że tego związku nie zaakceptują. Zawsze jechał do niej a potem razem znikali poza miastem. Wszystko co dobre szybko się kończy. Zauważeni zostali przez spacerującego ojca z matką. Stary się wściekł. Po powrocie syna do domu, zabrał kluczyki i wstawił umoralniającą "gadkę": Wstyd rodzinie przynosisz - mówił. Nie pozwolę abyś spotykał się z córką sprzątaczki, swoją przyszłość zniszczysz. Teksty tego rodzaju wypowiadał przez ładnych kilka minut. Następnego dnia, jego matka odwiedziła w przedszkolu jej rodzicielką.
      Wulgarnymi słowami powiedziała co myśli o tym związku. Stwierdziła, że zniszczy matkę i córkę jeżeli w dalszym ciągu ta druga spotykać się będzie z jej synem.
      Od tego dnia młodzi widywali się tylko w szkole. On miał zakaz wychodzenia z domu. Pilnowany był dobrze.
      Ci co ich znali, wiedzieli, że coś jest nie tak. Można to było poznać po jego zachowaniu. Już nie był raptusem, był bardziej smutny od niej.
      To był wtorek.
      Na lekcji historii nie było jej i jego. Taka sytuacja zdarzyła się pierwszy raz. Nikt nie zwrócił na to uwagi.
      Po trzech godzinach dyrektor szkoły poinformował klasę, że ich koleżanka i kolega zginęli w wypadku drogowym.
      Kierowca tira zeznał:  Zbliżałem się do prawidłowo jadącego w przeciwnym kierunku "malucha". Gdy byliśmy w odległości  jakieś 20-30 metrów od siebie, "maluch" gwałtownie skręcił w lewo doprowadzając do czołowego zderzenia. Nie mieli żadnych szans .    W domu chłopaka ojciec znalazł list, a w nim jedno zdanie:
      POCHOWAJCIE NAS RAZEM
      Ona w ostatnim liście przeprosiła mamę. Napisała znacznie więcej,ale treść tych słów niech zostanie tajemnicą matki i córki. Pochowani zostali oddzielnie. Tak zdecydował ojciec... Jego ojciec



      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      kirsti4
      Czas publikacji:
      środa, 27 lipca 2011 10:37
  • poniedziałek, 02 maja 2011
    • Baletmistrz

      To była miłość od pierwszego wejrzenia.
      Przystojniak z lekko przekrwioną twarzą. Mówił, że to nadciśnienie z którym walczy, ale tak w ogóle to jest zdrów. Wierzyła, co miała robić. Była zakochana po uszy a kto kocha wierzy, ufa. Objawy choroby wystąpiły po około dwóch, trzech miesiącach od chwili sakramentalnego TAK.
      Zaczął wracać z pracy lekko "szurnięty". Gdy poczuł się pewniej, przychodził pijany  każdego dnia. Coraz częściej miał pretensje, coraz częściej podnosił głos. Pierwszy raz uderzył po czterech miesiącach. Uderzył mocno. Przewróciła się raniąc głowę. Nie pozwolił dzwonić na żadne pogotowie, ranę opatrzył sam. Gehenna trwała czternaście lat. Pił, bił i kochał. Pił, bił i kochał...
      Hłasko opisywał faceta, który miał czworo urodziwych chłopaków z włosami koloru czarnego. Piąty urodził się rudy. Dla gościa to tragedia. Nie mógł się z tym pogodzić. Sięgnął po wódkę a następnie rozpoczął bicie. Bił żonę i pytał czy to ostatnie  jego, czy nie jego. Zaklinała  na wszystkie świętości, że jego. Nie wierzył. Dalej pił, bił i pytał. Podczas ostatniego picia i bicia, gdy była już umierająca, powiedziała:
      -Ostatnie twoje, pierwsze czworo, NIE.
      To jej ostatnie słowa.
      Ten od Hłaski miał jakieś wytłumaczenie ale ten z przekrwioną twarzą żadnego. Bił z błahych  powodów. Przychodził o czwartej rano i bił, że śniadania nie ma. O tym, że bił bo chłodnik zbyt chłodny, nie wspomnę. Każdy powód był dobry. Bił dla sportu i jak twierdził, dla utrzymania dyscypliny. Z tego "szczęśliwego" związku urodziło się dwoje dzieci. W dniu, gdy oddał ostatnie tchnienie, starszy syn miał 14 lat, młodszy 9.
      Wrócił do domu późną nocą. Oczywiście na alkoholowym haju. Ściągnął lubą z łóżka i zaczął maltretować. Miał pretensje, że nie czekała na jego powrót z baletów tylko poszła spać.  Bił mocno. Nie krzyczała. Bała się. Takim diabłem jak tej nocy nie był nigdy. 
      Leżała na podłodze, gdy przestał kopać. Bardziej wierzgał nogami niż kopał.Nieśmiało otworzyła oczy... Za ojcem stało dwóch synów. Jeden i drugi trzymali w dłoniach sznur, którym opletli ojca szyję. Każdy ciągnął w swoją stronę. Ciągnął ile tylko miał sił. Ten z przekrwioną twarzą walczył jak lew. Nie miał żadnych szans tym bardziej, że maltretowana postanowiła chłopakom pomóc. Błyskawicznie chwyciła go za nogi. Kiedyś musiała je całować, teraz nastąpił czas rewanżu. Nie chciała być więcej kopana.
      Pierwszy ochłonął  starszy syn. Poluzował sznur, ojciec osunął się na podłogę, bezwładnie, jak worek ziemniaków. Młodszy zaczął okropnie płakać. Matka trzymała nogi męża w żelaznym uścisku jeszcze przez kilka minut. Chciała być pewna, że tyran więcej nie wstanie. Nie wstał.
      Potem, ze starszym synem, usiłowała upozorować samobójstwo. Zrobili to jednaka nieudolnie. Na pierwszy "rzut" oka wiadomo było, że samobójstwo jest grubymi nićmi szyte.
      Wziąłem starszego chłopaka do pokoju obok i powiedziałem:
      - Opowiedz.
      Opowiedział. Wszystko  brał na siebie. Po kilku dniach powiedział mi, że nie chciał aby mama dalej cierpiała. Kochał matkę. Matka jego też.



      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Baletmistrz”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      kirsti4
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 02 maja 2011 09:46
  • poniedziałek, 04 kwietnia 2011
    • To był zwyczajny, ciepły dzień

      Wracaliśmy z pola. Trochę brudni od kurzu, zmęczeni, ale weseli. Najwięcej dokazywał Józiek. Znał dużo przyśpiewek, wierszyków, żartów.Jeden z wierszyków, który zapamiętałem to :
      -Za stodołą, gdzieś na płocie,
      Kogut gromko pieje.
      Zaraz przyjdę, miła, do cię
      Tylko się odleję.

      Śpiewał, gadał, śmiał się. Non stop, jak mówią bigbitowcy. Miał melodię. W końcu zamilkł. Zamilkł,gdy przechodziliśmy obok słupa wysokiego napięcia. Nikt nie zwrócił uwagi gdy błyskawicznie wdrapał się na jego szczyt . Krzyknął coś niezrozumiałego. Spojrzałem w górę, zauważyłem, że łapie dłonią elektryczny przewód. Potem widziałem już tylko dym i spadającego Jóźka. Do dzisiaj pamiętam głuchy odgłos
      ciała spotykającego się z ziemią.
      Najbardziej przytomnie z nasz wszystkich zachował się Gienek. Szybko przeszukał kieszenie Jóźka. Wyciągnął z nich papierosy "Popularne", które potem z tych nerwów wypaliliśmy. Czy Józiek miał jakieś pieniądze, nie wiem. Wiem tylko, że Gienek tego wieczoru bardzo się upił.
      To wszystko co mam do zeznania w tej sprawie.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      kirsti4
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 04 kwietnia 2011 14:52
  • piątek, 18 lutego 2011
    • NYGUS

      Nygus pierwszej wody. Robił wówczas, gdy musiał. Tym razem CHCIAŁ. Przyszła wieczorem. Zapłakana, jak wszystkie. On, kawalarz, dziwak, a do tego przystojniak, spojrzał na nią i powiedział : Jak ty wyglądasz,dziewczyno ??????? Weź grzebień, uczesz się, wytrzyj łzy, potem porozmawiamy. Przeprosił i wyszedł do kolegi po papierosa. Gdy wrócił, zdębiał. Przed nim siedziała piękna dziewczyna. Laleczka wprost. Opowiedziała, co ją spotkało. Zrobił wszystko, aby złapać gwałciciela. Niestety, nie dało rady. To wrzód na jego dupie. Podobno szuka do dzisiaj.Społecznie, fakt, ale szuka. Czy znajdzie, nie wiem. Najważniejsze w tym wszystkim jest to, że po trzech miesiącach od pierwszego spotkania pobrali się. Mają jedno dziecko. Gdyby tak dobrze policzył... Są szczęśliwym małżeństwem.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      kirsti4
      Czas publikacji:
      piątek, 18 lutego 2011 15:27
    • Relax

      Jak zwykle, zaczęło się od krzyku. : Zgwałcił, zgwałcił.... Przy tym płacz, łzy jak grochy, rozmazany makijaż. Nie znam się na tym, ale wyraźnie widać, że oczy podmalowane ołówkiem kopiowym. Proszę aby usiadła. Uspokajam, częstuję sportem / to papieros, bardzo popularny w tamtych czasach. Były poznańskie i radomskie, znacznie lepsze. Podobno dodawano do nich tytoń. Poznańskie robiono wyłącznie ze słomy /.Częstuje się. Przypalam, lekki sztach, kaszelek. Jest dobrze.Spojrzałem kontem oka. Lekko przytłuszczona 25 -latka. Proszę aby opowiedziała co i jak. Konduktorka autobusowa.Pracę zakończyła o 23.20. Rozliczyła bilety, a z uwagi na zbyt późną porę poszła na taxi. Mieszkała w hotelu robotniczym. Wsiada do taxi, za nią NN facet. Kierowca rusza pod wskazany przez nią adres. Nie rozumiem, pytam o faceta. Dlaczego wsiadł, dlaczego nie protestowała, co taksiarz na to. Nic, żadnej reakcji. Wsiadł i tyle. Taryfa zatrzymuje się przed hotelem. Płaci kasę, wysiada, a za nią NN facet. Przed wejściem do hotelu rzuca się na nią, wciąga do piwnicy, gwałci. Bała się okropnie, nie miała sił krzyczeć. Nawet dziecko wie, że dziewczę opowiada bzdury. Ale cóż,czynności muszę wykonać. Wołam do pomocy technika. Zdarzenie miało miejsce blisko Komendy. Idziemy piechotą. Wchodzimy do piwnicy. Nie ma światła. Dobrze, że wziąłem latarkę. Dziewczyna pierwsza, ja za nią.Cały czas podświetlam korytarz. Nagle co to... Majtki na ziemi. To tutaj, stwierdzam. Potakuje głową. Pani majtki ? Zaprzecza. A czyje ? - nie daję za wygraną. Upiera się, że nie jej. Nie mogę udowodnić, że jej, bo jak ? Przecież nie rozbiorę, aby sprawdzić. Kolega się wściekł. Śpiący był, dlatego. Mnie zaczyna wszystko bawić.Ostrzegam ją, że źle skończy kłamiąc. Mówię, że nie było gwałtu, że wie z kim poszła do piwnicy. Upiera się. Nie mam wyjścia, muszę szukać sprawcy. Wiem co się stało, wiem kto poszkodowany, nie wiem kto nabroił. Pierwszy, o którym pomyślałem, to kierowca autobusu, z którym kończyła pracę. Nie znała jego nazwiska, imienia gdyż krótko pracowała. Wykonałem telefon do dyspozytora i wszystko wiedziałem. Godzina 1 z groszami, pukamy do faceta, nawiasem mówiąc, starego kawalera. Właśnie się wykąpał. Był w szlafroku. Proszę, aby się ubrał. Mówię, że mam do wyjaśnienia pewną sprawę. Był "podcięty". Jedziemy na pogotowie pobrać krew. Tam się postawił, zaczął walczyć, nie chciał oddać krwi. Lekarz bał się, że złamie igłę. Odmówił pobrania. W Komendzie mówię dlaczego ze mną przyjechał. Pytam, czy mu nie wstyd krzywdzić koleżankę z pracy. - Tak myślałem, że o to chodzi. Trzeba było od razu, a nie ciągać mnie po szpitalach - mówi. Panie, powiem szczerze jak było. - Słucham z zainteresowaniem. - Koniec pracy.Rozliczyliśmy kursy. Ona u nas nowa. Pomyślałem , że może się uda.Zaproponowałem nieśmiało, że może gdzieś pójdziemy. Zgodziła się ochoczo, proponując pokój w hotelu, gdzie mieszka. Moje koszta, to zapłata w kwocie 100 zł. Poszliśmy na postój taxi. Zamówiła kurs i pojechaliśmy. Przed wejściem do hotelu powiedziała, że do pokoju nie pójdziemy, gdyż mieszka z koleżanką. Zaproponowała piwnicę. Zgodziłem się. Po wszystkim przypomniała mi o zapłacie. Wie pan, zdenerwowała mnie tym. Jak mogła ? Powiedziałem, że jeżeli jeszcze raz wspomni o pieniądzach, spiorę ją. Uciekła. Myślałem, że udała się do pokoju, a ona pobiegła do was. Zapytałem o majtki. Potwierdził, że jej, sam zdejmował. Zapomniała założyć przed ucieczką. Udałem się do pokoju, w którym czekała. Powiedziałem jak było pytając, czy dalej podtrzymuje zgłoszenie o gwałcie. Wycofała wszystko. Stwierdziła tylko, że żal jej 100 zł, które obiecał. Brak wypłaty był powodem zgłoszenia "gwałtu". Następnego dnia zwolniła się z PKS-u. Wiedziała, że nie ma tam dla niej miejsca. Nie wiem gdzie wyjechała. Nie szukałem.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      kirsti4
      Czas publikacji:
      piątek, 18 lutego 2011 15:13
  • środa, 02 lutego 2011
    • PIĘKNA I BESTIA

      Widywałem ją często, często też oglądałem się za nią . Mam gust, wiedziałem co robię .Była ładna, zgrabna i bogata . Znaczy, nie ona bogata tylko tatuś,ale...Wiedziałem, że nie mam szans lecz oglądać się mogłem. Tyle mojego. Pamiętam, spojrzała na mnie jeden jedyny raz. Nie potrafię określić tego spojrzenia. Myślę, że była bardziej zdumiona niż zachwycona. Co ja tutaj na jej temat. ma być o gwałtach. Godzina 16. Siedzę za biurkiem, kawa ARABICA w filiżance z metalową obudową, TRYBUNA LUDU w dłoniach, czekam na wydarzenia.Nie czekam długo.Potężny krzyk na korytarzu. Podskakuję na krześle. Co jest ??? MILICJA!!!.MILICJA!!!, łapcie tego sk...syna. ZABIJĘ!!! NIE PODARUJĘ, MILICJA!!! - Wyskakuję jak oparzony. Zamurowało mnie.To niemożliwe.ONA. Szlochająca, w objęciach oszalałego tatusia. Uspokajam gościa. -Panie, tu nie rykowisko. Co się stało ??? -Córkę mi zgwałcił, sku...syn. Zabiję Obiecuję, że pomogę -Panią skrzywdzono ?- pytam. Potwierdza łkając. Miała wówczas 19 lat. Była ładna, nawet bardzo ładna. Łzy dodawały jej uroku .Pytam dziewczę co się stało. Ona nic tylko płacze. Odpowiada tatuś. Co trzecie słowo, że zabije .W końcu wnerwiło mnie to. Zapytałem kogo gwałcili, jego czy córkę. Wyprosiłem na korytarz.. Zostałem z nią sam na sam. No nie, do dzisiaj pamiętam jej wzrok.Zazdrościłem gwałcicielowi, naprawdę zazdrościłem.Dzisiaj już nie, ale wówczas... Zaczęła opowiadać: -Do tatusia przyjechał pan mecenas.Omawiali jakąś sprawę. Wypili trochę wódki. Tatuś nie mógł odwieźć gościa na dworzec PKP. Poprosił abym odprowadziła. Mieliśmy do przejścia odcinek 500 m prowadzący przez niezagospodarowany park. Tam rzucił się na mnie i zgwałcił. Broniłam się rozpaczliwie, ale nie miałam siły-. Opowiedziała wszystko dokładnie. Była wiarygodna. Szybko ustaliłem dane pana mecenasa. Mieszkał 60km od miejsca zdarzenia. Na dworcu PKP w G. już go nie było. Siedział w pociągu zadowolony z życia Wracał do domu. Nie wiedział co go czeka.Był bardzo zdziwiony, gdy po wyjściu z pociągu założono mu kajdanki i poproszono do radiowozu. Jechał z powrotem. Czekałem.Nie będę ukrywał, wiedziałem, że dostanie "popalić". Skrzywdził moją ślicznotę. Gdy wprowadzono mecenasa do pokoju, zdębiałem. Szok... karakan, przykurcz taki, 160 cm.wzrostu, waga około 48 kg.Taki dobrze wypasiony kogut. Przestraszony, nie wie o co chodzi. Proszę aby usiadł. Mówię dlaczego wrócił. Jest zdumiony, wszystkiemu zaprzecza, zaklina na wszystkie świętości. Potwierdza, że się z dziewczyną kochał, ale nie gwałcił. Nie daję za wygraną. "Walczę" z nim ponad dwie godziny. Nie przyznaje się do niczego. Wychodzę do pokoju gdzie kolega spisuje zeznania mojego bóstwa. Dalej zanosi się płaczem. Mówię, że mecenas idzie w zaparte Jest oburzona. Cham-mówi.Potwierdzam nieśmiało. W tym momencie zwątpiłem. Nie wiem dlaczego, ale zwątpiłem. Wołam kolegę: -Stary, coś nie tak. Dziewczyna o głowę wyższa od wstawionego apsztyfikanta. Mogła go zabić, gdyby chciała. Może nie chciała ?-pyta. Dobra, wezmę się za nią.-odpowiada. Zaczyna się bal. "Obrabiam" mecenasa, wmawiając dokonanie gwałtu. Kolega - moje bóstwo wmawiając, że kłamie. Mecenas płacze. Ona jeszcze bardziej. Pozostają przy swoim. Koniec na dzisiaj. Facet na dół, do piwnicy, poszkodowana do domu. Umawiamy się na jutro. Jak to ładnie brzmi; UMAWIAMY SIĘ. Rano odnowa Polska Ludowa...Ona swoje, on także. Decyzja, aby jechać z nim do prokuratora. Dostaje trzy miesiące aresztu. Idzie na dół. Nie muszę się spieszyć. Mam czas. Porozmawiam z nią. Nie wie o areszcie, dalej potwierdza swoje zeznania. Nie chce nic zmieniać. Zgwałcił i już, cham jeden. Po trzech godzinach rozmowy mówię : -"Wiesz, że jest żonaty, nie ? -Wiesz, że ma dzieci, nie? -Wiesz, że przesrał sobie życie, nie? -No jak, wiesz? -Wiem, ale to jego wina. -Posłuchaj teraz. Za chwilę dzwonię do jego żony i powiem co się stało Musze to zrobić, przecież od wczoraj nie ma go w domu. Nie może się niepokoić. Niech wie jakiego spryciule ma pod dachem. Przed momentem przywieźli go z prokuratury. Dostał trzy miesiące aresztu. Jeżeli będziesz się upierała, pójdziesz za nim.Czas żartów i bara bara się skończył! Ostatnie słowa wykrzyczałem. Cały czas patrzyłem jej w oczy.Nie wytrzymała ciśnienia.Zaczęła potwornie szlochać -Co, żal ci chama? Nie płacz, przecież cię zgwałcił, ślicznotko- Kpiłem z niej -Dobrze, powiem jak było - No i zaczęła swoją opowieść. Była krótka. Gdy szli przez park, pomyślała, że czas dowiedzieć się jak to jest.Położyła głowę na jego ramieniu. Pamięta, że był tym zdumiony. Po sekundzie odezwał się w nim lew. Wspiął się na palcach... Gdy wróciła do domu, przestraszyła się mamy. Nie potrafi powiedzieć dlaczego.Przestraszyła i koniec. Zaczęła od płaczu. Na pytanie o powód, opowiedziała o "gwałcie". Ojciec się wściekł, postanowił zabić. POTEM ZREZYGNOWAŁ .Mecenas rozwiódł się z żoną. Ją widuję czasami. Dalej ładna...

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      kirsti4
      Czas publikacji:
      środa, 02 lutego 2011 11:47